O autorze
Wolny strzelec w social media. Londyn!
Instagram: @20squid

Strona internetowa
Portfolio: ilustracje

Skandal i media: Monica Lewinsky i Bill Clinton

YRSTRULY.UK
We współczesnym społeczeństwie istnieje pewna funkcja kontrolna, którą media posiadają nad politykami. Niemal każdy redaktor naczelny marzy o tym, żeby dostać informację, która wywoła medialną burzę, nawet jeśli - sprawiedliwie lub nie - zniszczy czyjąś karierę.

Wiele gazet inwestuje w dziennikarzy śledczych, żeby móc jako pierwsi podać ważną informację - np. The Guardian, brytyjski dziennik, który ma cały sztab detektywów-dziennikarzy. Sprawia to, że politycy muszą być wyjątkowo ostrożni, jeśli robią coś niezgodnego z prawem lub uznawanego za niemoralne - co powoduje, że nie mogą czuć się bezkarni. Jednak gdy media jednogłośnie "rzucają się" na osobę publiczną, nie zostawiając na niej suchej nitki - skutek może być odwrotny od oczekiwanego - i tak stało się w przypadku Billa Clintona.

Jednym z najgłośniejszych współczesnych skandali była z całą pewnością seksafera związana z Monicą Lewinsky, młodą stażystką, która pracowała w Białym Domu w czasach prezydentury Billa Clintona. Sprawa wyszła na jaw, kiedy Clinton został pozwany przez Paulę Jones, również jego podwładną, która oskarżyła go o molestowanie seksualne.

Clinton rozpoczął romans z dwudziestodwuletnią Monicą Lewinsky w 1995 roku, ale nie miał świadomości, że intymne szczegóły ich związku są przez nią przekazywane innej pracownicy Białego Domu - Lindzie Tripp. Monica Lewinsky z kolei nie wiedziała, że jej przyjaciółka zaczęła nagrywać ich rozmowy, wyczuwając skandal.

Monica Lewinsky zeznała w sprawie Pauli Jones pod przysięgą, że nie miała nigdy żadnych seksualnych relacji z Prezydentem - ale kilka dni przed rozprawą spotkała się z nim prywatnie w Białym Domu, kiedy, jak się podejrzewa, poinformował ją, co ma mówić.

Krótko po rozprawie, Linda Tripp spotkała się z adwokatem, Kenem Starrem, któremu opowiedziała wszystko co udało jej się dowiedzieć o romansie Lewinsky z Billem Clintonem oraz pokazuje mu nagrania, które sporządziła. Bill Clinton stawił się w sądzie w sprawie Pauli Jones i zeznał pod przysięgą, że nie miał kontaktów seksualnych z Monicą Lewnisky. Zaledwie cztery dni później sprawa przedostaje się do gazet - wybucha skandal. Bill Clinton zostaje oskarżony przez media o składanie nieprawdziwych zeznań oraz, oczywiście, o romans z dużo młodszą stażystką. Wszystkiemu zaprzecza, co tylko dolewa olewy do ognia. Jego żona - Hillary Clinton - twierdzi, że wszystko to spisek konserwatystów i prawicowych mediów.

Przez kilka miesięcy romans pozostawał jedynie w sferze domysłów, bo brakowało silnych dowodów - wszystko, czym dysponowały media, to nagrania Lindy Tripp, a Monica Lewinsky uparcie milczała. 28 czerwca 1998 roku Lewinsky otrzymała ofertę od sądu: nietykalność w zamian za zeznania na temat jej związku z Clintonem. Wtedy właśnie na jaw wyszła słynna niebieska sukienka, na której w wyniku badań DNA znaleziono ślady nasienia Prezydenta.

Clinton nie miał wyboru i musiał przyznać się do seksualnych relacji, które łączyły go z Monicą Lewinsky. Wiązało się to z oskarżeniem o krzywoprzysięstwo, co zakończyło się dla niego grzywną w wysokość $90,000 oraz zawieszeniem jego licencji do praktykowania prawa na pięć lat.

Co zaskakujące, w 1997 i 1998 roku, kiedy skandal wyszedł na jaw, poparcie Clintona najpierw trzymało się w granicach 60%, po czym - ku zaskoczeniu mediów - podniosło się do 70%, nawet wtedy, kiedy senatorowie głosowali, czy Clinton nie powinien zakończyć swojej prezydentury.

Co było tego powodem? Prawdopodobnie media przysporzyły Clintonowi popularności - romans został uznany za prywatną sprawę, coś, co pozostaje pomiędzy Prezydentem i jego żoną. Wielu wyborców uznało, że nie ma to wpływu na jego umiejętności i kompetencje. Prasa, która jednomyślnie przedstawiała Clintona w złym świetle, została uznana za nieobiektywną, co przełożyło się na wzrost jego poparcia - w obliczu medialnej “nagonki” na Prezydenta, społeczeństwo stanęło po jego stronie.

Jego przypadek nie jest aż tak wyjątkowy i świadczy o tym, że nawet w zmediatyzowanym społeczeństwie ciężko jest przewidzieć reakcje - media, jeśli są nieostrożne (i jeśli zakładamy, że w swoim przekazie mają jakiś cel), mogą doprowadzić do skutku odwrotnego niż założony. Podobną sytuację możemy zaobserwować teraz - nawet jeśli oburzenie mediów jest słuszne, “nagonka” doprowadza do wzbudzenia nieufności wobec mediów - np. Donald Trump (który tę nieufność napędza, mówiąc o “fałszywych newsach”) - powodem, dla którego udało mu się nie stracić popularności jest między innymi to, że przekonuje swoich zwolenników, że media działają przeciwko niemu.

Jest to o tyle interesujące, że możemy zaobserwować, jak siła mediów obraca się przeciwko nim - jeszcze dwadzieścia lat temu panowała opinia, że media mogą niemal w sposób nieograniczony manipulować opinią publiczną. Internet i dostępność do informacji zmienił sposób ich konsumpcji - jest to z jednej strony dobra wiadomość, z drugiej strony jednak żyjemy w czasach "postprawdy" i niezweryfikowanych informacji traktowanych równie poważnie jak te, które poparte są faktami.
Trwa ładowanie komentarzy...